MacRitchie Treetop Walk

Azja, Singapur

Ucieczka z centrum

Powiem Wam szczerze – nie lubię wielkich miast. Męczy mnie nadmierny ruch na ulicach, hałas i zamieszanie. Po kilku godzinach jestem tak przebodźcowana, że mam ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie.

Kiedy więc po dwóch dniach w Kuala Lumpur przenieśliśmy się do Singapuru, już ruszając na spacer miałam go dość. Moje kochane dziecko, wiedząc o mojej „wielkiej miłości” do metropolii, nawet się specjalnie nie buntowało, kiedy zaproponowałam wycieczkę do Rezerwatu MacRitchie 

Przeczytaliśmy, że można tam przespacerować się mostem nad koronami drzew. Brzmiało to jak idealny sposób na ucieczkę od hałasu.

Rzecz w tym, że nie sprawdziliśmy iż ten park w środku miasta wcale nie musi być typowym miejskim parkiem.

niespodzianka

Ubraliśmy się jak na zwiedzanie miasta – ja w spódnicy, Kuba w rybaczkach, oboje w lekkich sandałkach. Nastawiliśmy się na to, że po drodze możemy napotkać jakieś miejsca trochę „bardziej cywilizowane”, gdzie elegancja i szyk (a przede wszystkim zakryte kolana i ramiona) mogą mieć znaczenie.

Po kilkuset metrach wszystko stało się jasne.

To nie był park.
To była dżungla.

Może taka lekko „miejska”, bo miejscami pojawiały się drewniane kładki i schody – ale nadal najprawdziwsza dżungla. Gęsta, zielona, z wilgotnością wystrzeloną w kosmos i… ze zwierzętami, które w dżungli czasem można spotkać.

małpy

Na dobry początek spotkaliśmy – małpy. Nie jakieś małe, urocze małpeczki Tylko konkretne, pewne siebie osobniki, które doskonale wiedziały, że one tu rządzą.

Jednej z nich szczególnie spodobała się moja torebka. Złapała ją i zaczęła szarpać z pełnym zaangażowaniem.

Ona ciągnie – ja ciągnę.

Torba nowa, kolorowa, pamiątka z Bali – nie oddam bez walki.

Wygrałam, poszlismy dalej.

gady

Kolejną malo planowaną atrakcją byly gady- począwszy od takich małych, lekko złotych jaszczurek po gigantycznego (chyba) warana, który na nasz widok oblizał się jakby zobaczył właśnie swoje śniadanko.
Wybaczcie brak warana na fotce – jakby to powiedzieć delikatnie … nie bylo klimatu na robienie zdjęć .

hsbc treetop walk

I tak, pilnując małp-złodziejek i uważając, żeby nie nadepnąć niechcący na jakiegoś ciut za dużego węża lub jaszczura, domaszerowaliśmy do mostu nad drzewami. Tuż przed wejściem przeczytaliśmy, że można przejść nim wyłącznie w jedną stronę.

Chwilę się zastanawialiśmy, co zrobić, bo nie wiedzieliśmy, jak dalej będzie wyglądał szlak, ale… przecież to dla tego spaceru tu przyjechaliśmy. Wybór mógł być tylko jeden – idziemy dalej i niech się dzieje wola nieba.

Dopiero później dowiedzieliśmy się, że to słynny HSBC TreeTop Walk. Sam most ma około 250 metrów długości i jest zawieszony mniej więcej 25 metrów nad ziemią. Może nie brzmi to jak coś ekstremalnego, ale kiedy stanęliśmy na nim pierwszy raz, wszystko wyglądało już zupełnie inaczej.

Konstrukcja delikatnie pracowała pod stopami, most przez cały czas lekko się bujał, a serce jakby zaczęło bić szybciej. Szliśmy na wysokości koron drzew. Zielona ściana, przez którą wcześniej się przedzieraliśmy, pokazała nam teraz swoją drugą stronę.

To było kilka naprawdę niesamowitych minut.

za mostem

Za mostem okazało się, że do wyjścia mamy jeszcze 7 km!

A przypominam – wybraliśmy się na spacer po „miejskim parku”. W sandałkach, spódniczce i z torebką w kwiatki. Bez zapasu wody, bez planu i – co najważniejsze – bez możliwości powrotu tą samą drogą.

powrót

Nie było więc wielkiego wyboru. Pozostało iść dalej — wzdłuż zbiornika MacRitchie — i robić to, co w takich momentach wychodzi najlepiej: zachwycać się widokami i udawać, że zupełnie nie widzimy coraz większych jaszczurek pojawiających się na ścieżce. Zielona tafla wody co chwilę przebijała się przez gęstą roślinność, a pojawiające się czasem drewniane kładki prowadziły nas raz bliżej brzegu, raz głębiej w dżunglę.

Pola Golfowe

Końcówka trasy prowadziła już wzdłuż idealnie przystrzyżonych terenów Singapore Island Country Club (SICC). Nie ukrywam, że po godzinach w dżungli ten widok był miłą odmianą  – równa, soczyście zielona trawa, cisza i przestrzeń, która nagle zastąpiła gęstą, wilgotną ścianę roślinności.

Po drodze minęliśmy jeszcze Golf Link Water Fountain i zmęczeni poczłapaliśmy do wyjścia. Niewinny spacer po parku okazał się być konkretnym, bo prawie 15 kilometrowym trekkingiem.

wniosek

Na końcu świata park miejski może wyglądać zupełnie inaczej, niż wyobraża to sobie przeciętny Europejczyk. Wybierając się w takie miejsce, warto doczytać szczegóły i dobrze się przygotować – nawet jeśli planujesz tylko spacer w centrum miasta.

Tagi:

dżungla, trekking

Udostęnij ten post

Jedna odpowiedź

  1. Tego się po prostu dobrze słucha wewnętrznie.Nieczęsto zdarza mi się wrócić do początku tekstu po przeczytaniu całości – tu wróciłem. Nieprzegadane, a konkretne – tego szukam. Widać, że ktoś tu nie tylko pisze, ale też dogłębnie przemyślał temat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *