Zamek w Edynburgu

Szkocja

symbol szkocji

Kiedy jechaliśmy do Szkocji, wiedzieliśmy, że koniecznie musimy go zobaczyć.

Surowy, monumentalny, nieco groźny i… widoczny niemal na każdym zdjęciu z tego miasta, czyli ZAMEK w Edynburgu! Wznosi się tu od niemal 1000 lat. Przez wieki mieszkali tu królowie, stacjonowali żołnierze i przetrzymywano jeńców. Walczono o niego, zdobywano go i odbijano. Był świadkiem tylu wydarzeń, że właściwie trudno opowiadać historię Szkocji, omijając to miejsce.

Dziś zamiast wojsk szturmują go tłumy turystów. Dołączyliśmy więc do nich już pierwszego dnia naszej szkockiej wyprawy.

Przygotujcie sobie popcorn i zapraszam Was do dłuuuugiej opowieści o tym wyjątkowym miejscu.

castle rock

Twierdza wznosi się na szczycie Castle Rock – potężnej skały będącej pozostałością po wygasłym wulkanie. Choć wzgórze ma zaledwie około 135 m n.p.m., jego położenie przez stulecia dawało zamkowi ogromną przewagę. Z trzech stron dostępu bronią strome, niemal pionowe zbocza, a jedyna dogodna droga prowadzi od wschodu – dokładnie tam, gdzie dziś biegnie słynna Royal Mile.

zwiedzanie

Dziś Zamek w Edynburgu to rozległy kompleks budynków, dziedzińców, fortyfikacji i muzeów. Trasa prowadzi przez kolejne bramy, place i zabytkowe wnętrza, pozwalając odkrywać zarówno średniowieczne dzieje twierdzy, jak i wojskowe tradycje kraju. 

My odwiedziliśmy zamek już pierwszego dnia pobytu w Szkocji. Ze względu na godzinę przylotu nie mogliśmy zarezerwować wcześniejszego wejścia, dlatego na zwiedzanie pozostało nam około 2,5 godziny – później zamek był już zamykany. Ten czas wystarczył, aby zobaczyć wszystkie najważniejsze miejsca, jednak gdybyśmy mieli jeszcze godzinę więcej, moglibyśmy spokojniej przeczytać wszystkie tablice informacyjne i dłużej zatrzymać się przy najbardziej interesujących ekspozycjach.

portcullis gate

Wycieczkę rozpoczęliśmy na Esplanadzie – rozległym placu przed główną bramą zamku. To właśnie tutaj każdego roku odbywa się słynny Royal Edinburgh Military Tattoo – ogromne widowisko z udziałem wojskowych orkiestr, dudziarzy i bębniarzy z całego świata. Super byłoby to kiedyś zobaczyć na żywo!

Po kilku minutach spaceru dotarliśmy do Portcullis Gate, czyli głównej bramy prowadzącej do wnętrza twierdzy. Przez wieki była ona jednym z ważnych elementów systemu obronnego zamku. Wejścia strzegła ciężka, opuszczana krata (ang. portcullis), która w razie zagrożenia błyskawicznie odcinała napastnikom drogę do środka.

Nad łukiem bramy warto zwrócić uwagę na szkocki herb oraz łacińską dewizę Nemo me impune lacessit. Można ją przetłumaczyć jako „Nikt nie znieważy mnie bezkarnie” lub, bardziej dosłownie, „Nikt nie zaatakuje mnie bezkarnie”. Motto przez wieki było związane ze szkocką monarchią, a później także z Zakonem Ostu – najwyższym szkockim orderem rycerskim.

argyle battery

Po kilku krokach wyszliśmy na Argyle Battery. Z bastionu, na którym stoi rząd XVIII-wiecznych armat, rozciąga się spektakularna panorama Edynburga – jak na dłoni widać ogrody Princes Street Gardens, kościół St Cuthbert’s oraz Nowe Miasto rozciągające się aż po horyzont zatoki Firth of Forth.  

Przy bezchmurnej pogodzie był to zdecydowanie moment „wow!”

One O'Clock Gun

Idąc dalej doszliśmy na platformę Mills Mount Battery, gdzie odbywa się jedna z najbardziej kultowych atrakcji zamku – One O’Clock Gun. Prawie każdego dnia (z wyjątkiem niedziel, Wielkiego Piątku oraz Bożego Narodzenia)  punktualnie o godzinie 13:00 z nowoczesnej haubicy oddawany jest pojedynczy, głośny strzał, którego huk niesie się po całym mieście.

Tradycja ta narodziła się w XIX wieku i nie miała nic wspólnego z wojskową ceremonią. Wystrzał służył jako precyzyjny sygnał czasu dla statków pływających po zatoce Firth of Forth i cumujących w porcie Leith. Dokładny czas na zegarze pokładowym był dla żeglarzy kluczowy do prawidłowego wyznaczania długości geograficznej podczas rejsów. Pierwszy oficjalny i udany wystrzał miał miejsce 7 czerwca 1861 roku.

Dziś wystrzał pełni funkcję symboliczną i przypomina o bogatej historii Edynburga (choć nieświadomych niczego turystów wciąż potrafi przyprawić o nagły skok adrenaliny!). Jeśli planujecie zobaczyć pokaz na żywo, warto pojawić się na miejscu co najmniej 15–20 minut wcześniej, bo najlepsze punkty przy barierkach szybko się zapełniają.

Jeżeli natomiast nie uda Wam się kupić biletu na tę godzinę – możecie obejrzeć krótkie wideo przedstawiające odpalenie armaty  – KLIKNIJ TUTAJ

hospital Square

Po opuszczeniu Argyle Battery dotarliśmy na Hospital Square – niewielki plac, który przez stulecia tętnił życiem wojskowego garnizonu. Dzięki temu, że dziś nie przyciąga takiej uwagi jak Klejnoty Koronne czy Kaplica św. Małgorzaty, mogliśmy tu chwilę odsapnąć od tłumów.

W centralnej części placu znajduje się pomnik marszałka polnego Douglasa Haiga, jednego z najbardziej znanych szkockich dowódców wojskowych z okresu I wojny światowej. 

National War Museum

W budynkach otaczających Hospital Square znajduje się National War Museum, poświęcone historii szkockich żołnierzy. W kilku salach zgromadzono broń, mundury, odznaczenia, sztandary oraz liczne pamiątki związane z udziałem Szkotów w konfliktach zbrojnych na przestrzeni ostatnich kilkuset lat. Nawet jeśli nie interesujecie się wojskowością, warto zajrzeć tu choć na chwilę. 

Ciekawostka: Jedna z tablic wyjaśnia, że charakterystyczne mundury pułków Highlandów nie były jedynie wojskowym strojem. W XIX wieku, za sprawą fascynacji królowej Wiktorii szkockimi Highlands, stawały się coraz bardziej ozdobne i efektowne, a sami Higlanderzy zaczęli być postrzegani jako jeden z symboli Szkocji. Paradoksalnie, utrzymanie tak reprezentacyjnego umundurowania było bardzo kosztowne, a jego finansowanie często spoczywało na oficerach.

Scottish national war memorial

Wyjątkowym miejscem na terenie zamku jest Scottish National War Memorial – Szkocki Narodowy Pomnik Wojenny. Budynek, który z zewnątrz przypomina niewielką średniowieczną kaplicę. Został on otwarty w 1927 roku, aby uczcić pamięć Szkotów poległych podczas I wojny światowej. Z czasem stał się miejscem pamięci wszystkich szkockich żołnierzy, którzy zginęli w kolejnych konfliktach zbrojnych.

Jego wnętrze zrobiło na nas ogromne wrażenie. W ciszy i półmroku znajdują się Księgi Pamięci z nazwiskami poległych żołnierzy, a bogato zdobione ściany, witraże i herby szkockich regimentów przypominają o cenie, jaką przez wieki płacono za wolność i służbę ojczyźnie. 

Bardzo refleksyjne miejsce.

royal palace

Maszerując dalej po Crown Square dotarliśmy do Royal Palace, czyli dawnego Pałacu Królewskiego. Tutaj przez wieki mieszkali szkoccy monarchowie, a w 1566 roku na świat przyszedł Jakub VI Stuart – syn Marii Stuart, który kilkadziesiąt lat później został również królem Anglii jako Jakub I. Od tego momentu Szkocja i Anglia miały jednego monarchę, choć nadal pozostawały odrębnymi królestwami.

Dziś wnętrza pałacu udostępnione są zwiedzającym. Można tu zobaczyć część apartamentów królewskich (bardzo niewielką część – czujemy niedosyt – spodziewaliśmy się więcej) oraz wejść do sali, w której przechowywane są Klejnoty Koronne Szkocji. 

Niestety, wewnątrz obowiązuje całkowity zakaz fotografowania. Poniższa fotografia wnętrza pochodzi ze strony: www.edinburghcastle.scot

kaplica św. Małgorzaty

Kolejnym punktem naszej wizyty była niepozorna, niewielka i łatwa do przeoczenia Kaplica św. Małgorzaty (St Margaret’s Chapel). To najstarszy zachowany budynek w całym Edynburgu i jedyna część zamku, która przetrwała w niemal nienaruszonym stanie prawie dziewięć stuleci. Wybudowano ją na początku XII wieku z polecenia króla Dawida I, który w ten sposób chciał uczcić pamięć swojej matki – świętej Małgorzaty Szkockiej.

Małgorzata zasłynęła ze swojej szerokiej działalności charytatywnej, wspierania ubogich oraz reformowania Kościoła w Szkocji. Po śmierci została kanonizowana i do dziś czczona jest jako jedna z patronek kraju.

Warto tu zajrzeć choćby dla kolorowych witraży.

prisons of war

Zchodząc do podziemi, wkroczyliśmy w zupełnie inny, mroczny świat. Przez wieki ta część zamku służyła jako wojskowe więzienie, w którym przetrzymywano jeńców.

Dzisiejsza rekonstrukcja idealnie oddaje trudne warunki, w jakich żyli więźniowie. W surowych, kamiennych salach odtworzono drewniane stelaże z zawieszonymi gęsto płóciennymi hamakami. Z tego co wyczytaliśmy na tablicach informacyjnych – mimo podziemnego rygoru więźniowie nie próżnowali – w ciągu dnia rzeźbili w drewnie i kościach, wytwarzali zabawki czy ułożone z pieczołowitością ozdoby, które potem sprzedawali mieszkańcom Edynburga, by zarobić na dodatkowe jedzenie.

Lang Stairs

Zwiedzanie zakończyliśmy zejściem po Lang Stairs – stromych, kamiennych schodach, które przez wieki stanowiły główne wejście do zamku. Choć większość turystów wybiera dziś łagodniejszy podjazd, to ponoć te 70 stopni pamięta orszaki królewskie, rycerzy i obrońców twierdzy.

podsumowanie

Zamek w Edynburgu był pierwszym punktem na naszej trasie, ale poprzeczkę postawił niezwykle wysoko. To niesamowite miejsce całkowicie zaostrzyło nasz apetyt na odkrywanie kolejnych zakątków Szkocji. Lepszego i bardziej spektakularnego początku tej przygody po prostu nie mogliśmy sobie wymarzyć.

WSKAZÓWKI:

BILETY: Jeśli planujecie odwiedzić Zamek w Edynburgu, warto zarezerwować bilety z wyprzedzeniem i to nie małym, zwłaszcza w sezonie letnim. Nasze rezerwowaliśmy 3 tygodnie wcześniej i już na poranne godziny nie było biletów. 

Zamek jest najobszerniej oblegany między 11:00 a 14:00 ze względu na One O’Clock Gun. Jeśli chcesz uniknąć tłumów, wybierz pierwszy slot godzinowy (ok. 9:30) lub przyjdź po 15:00. Bilety kupisz na oficjalnej  stronie ZAMKU.

CZAS ZWIEDZANIA: Zamek to właściwie małe, ufortyfikowane miasteczko. Pobieżny spacer zajmie minimum 2 godziny, ale jeśli chcesz spokojnie wejść do muzeów i podziemi, warto zarezerwować 3–4 godziny.

BUTY: Zamek stoi na szczycie wygasłego wulkanu. Chociaż zwiedzanie nie jest wymagające, czeka Was sporo chodzenia po kamiennym bruku, schodach i nierównych nawierzchniach, dlatego warto zadbać o wygodne obuwie.

APLIKACJA I AUDIO PRZEWODNIK – przed wizytą warto pobrać oficjalną aplikację Edinburgh Castle (jest tam darmowa mapa) lub zainwestować w audioprzewodnik przy wejściu, który świetnie prowadzi po zakamarkach twierdzy.

Tagi:

architektura, muzeum

Udostęnij ten post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *